I znowu Baihe…

Rejon ten jest dla mnie tym samym co Sokoliki kiedy przebywam we Wrocławiu. Tym razem jednak mój wpis nie będzie traktował tylko o tym na co udało mi się wspiąć. W ostatnich tygodniach bowiem w tym rejonie kilka wydarzeń uznać można za przełomowe w historii wspinaczki kilku (a dokładniej dwóch) krajów. Zacznijmy od tych najwcześniejszych.

Jedenastoletnia Chengyu na drodze Laoguai 5.13b.

Maj: niespodziewanie w skały wybrały się trzy najbardziej znane pekińskie wspinaczki ChengYu, LiKe i JiangRong. Jak już w końcu wyrwały się z boulderowni, to postanowiły się nie rozdrabniać i skierować prosto pod najbardziej wymagający kawałek granitu w okolicy – sektor Laoguai. Nie mam pojęcia, jak długo dziewczyny wstawiały się w swój projekt. Ważne, że skutecznie i wszystkie trzy poszczycić się mogą wyrównaniem chińskiego kobiecego rekordu spod znaku 5.13b (wcześniej należącego do JiangRong). Pewnie nie było by w tym nic na miarę wspominania w polskich mediach gdyby nie wiek dziewczynek. Najmłodsza z nich ChengYu ma bowiem dopiero 11 lat! (LiKe – 13 lat, JangRong – 16 lat). Droga którą wybrały nie należy też do tych łatwych w stopniu i mimo, że kiedy dwa lata temu wpinałam się do jej łańcucha była do niej przypięta cyferka 5.13a, to zdecydowanie zasługuje ona na swoją obecną wycenę. Podczas zmagań towarzyszyli dziewczynkom nie tylko rodzice i trenerzy, ale również profesjonalna ekipa filmowa. Powstały filmik który można zobaczyć tutaj:
http://www.tudou.com/programs/view/sVw3ZTJ2q_8

ChengYu, LiKe i JiangRong poznałam już w pierwszym miesiącu mojego pierwszego pobytu w Chinach jakieś 3 lata temu. Do całkiem niedawna można było zaryzykować stwierdzenie, że są to jedyne dzieci trenujące wspinanie w całym, 14 milionowym Pekinie. Od kilku lat dziewczyny są pod opieką dwóch profesjonalnych trenerów. Niesamowita jest pomoc finansowa i mentalna Chińskiej Organizacji Wspinaczkowej, sponsorów, lokalnych wspinaczy i po prostu rodziny (ojcowie dziewczynek też się wspinają). W kilka lat takie silnie skoncentrowane działanie przyniosło 100% sukces. Wszystkie trzy dziewczyny które zostały poddane treningowi odnoszą duże sukcesy na zawodach i w skałach.

Przejdźmy do następnego wydarzenia. Od momentu w którym temperatury w Baihe zaczęły przekraczać zero stopni praktycznie w każdy weekend można spotkać w podpekińskich skałach Katariinę Rahikainen z Finlandii. Zimowe wakacje spędzone na wspinaniu w Tajlandii zaowocowały niesamowitą mocą. I tak, w marcu nasz wspólny wypad zaowocował szybkim przejściem nienazwanej drogi wycenionej na 5.13c, która niestety w naszym odczuciu wydawała się sporo łatwiejsza w efekcie czego została przeceniona na 5.13a (wtedy – rekord życiowy Katy). W maju pod pazurem Katy padły dwie 5.13b „Laoguai” i „Fuhuo”. Na początku czerwca, zaraz po odebranym telefonie od rodziny, że jej siostra właśnie urodziła synka, uporała się z swoim kilkutygodniowym projektem „Yingshang” spod znaku 5.13c, tym samym stając się pierwszą kobietą w historii Finlandii, która przekroczyła magiczne 8a. Gratuluję i oby tak dalej!

Kata na Yingshang 5.13c

No i słowo o moich radosnych poczynaniach. Wolny czas na wspinanie w skałach pojawił się dokładnie z dniem kiedy temperatury na termometrze za oknem przekroczyły 35 stopni. Moje szybkie zakończenie zmagań z najbardziej ekstremalnymi liniami w okolicy Pekinu w pewien sposób otworzyły mi oczy na nowe możliwości. Wkroczyłam na nowy grunt pierwszych prowadzeń. Tego samego dnia, gdy Kata uporała się z „YingSheng”, ja spróbowałam swoich sił na otwartym projekcie obitym przed rokiem przez AoWena. Po zrzuceniu kilku telewizorów i wyrwaniu traw z ostatnich ruchów na drodze udało mi się pokonać naprawdę piękną linię „Shuangsheng hua” 5.12d. Następne weekendy i następne FA. Najpierw, szybkie wpięcie na bardzo świeżą, bo istniejącą dopiero od wieczora poprzedniego dnia drogę „5.fun” obitą przez Torstena Teufelda (5.12b) i jeszcze tego samego dnia skuteczna próba na ponad pięcioletnim projekcie ZhaoKaia i moim dwutygodniowym wyzwaniu „Da Maque” 5.13c — niesamowicie trikowej drodze, która jest jedynym rozwiązaniem kilkunastometrowego bouldera „Maque bi” (Ściana wróbla). Jeszcze tego samego dnia udało nam się z Katą dorwać strzępki przewodnika po rejonie i znaleźć linię z podpisem „open project” na ścianie, o której żadna z nas wcześniej nie słyszała. Tym razem, zaszczyt nazwania i wycenienia przypadł Kacie, która poprowadziła drogę w drugiej próbie w zaskakującym lokalnych rolników stylu topless. Linia-przygoda, tak można wkrótce określić ten kawałek ściany to wspinanie w połogu, przewieszeniu, przechodzenie przez okapy, wspinanie w rysie, trawers po dobrych chwytach, ale bez żadnych stopni i najbardziej przerażający trawers w połogu tylko na nogach bez jakichkolwiek chwytów. Udało mi się przejść drogę flash, choć pewnie tylko dlatego, że Kata nie dość, że wcześniej udowodniła, że jej przejście jest możliwe a do tego wyceniła ją na jedyne 5.11d.

Ściana wróbla i moja natrudniejsza autorska droga "Da maque" 5.13c.

Da maque 5.13c

W ostatni weekend (uff, nareszcie na bieżąco) znów zawitałam do Baihe. Tym razem jednak zabrałam ze sobą wiertarkę. Korzystając z zasponsorowanych przez rząd chiński boltów powstały dwie krótkie linie: „Xiao maque” (Wrobelek) 5.11c i „Wo hen e” (Jestem glodny) 5.11d na nowej ścianie rejonu Maque bi (Ściana wróbla).

Obecnie w Pekinie temperatura tylko nocą spada poniżej 35 stopni. Stracone gdzieś z potem trzy kilogramy dają nadzieję na jeszcze jakieś przejścia tego lata a dopiero co doszła do nie informacja, że gdzieś daleko w dolinie na samotnym kamieniu znajduje się wcale nie łatwa rysa która kilka lat temu przeszedł na wędkę (przypuszczam, że w przygotowaniu pod powadzenie trad) sam Steven McClure.  Droga została ubezpieczona spitami cztery lata temu. Do tej pory nie doczekała się czystego przejścia. Życzcie mi szczęścia.