Powróćmy jeszcze do wydarzeń sprzed wyjazdu

Ostatnie dziesięć dni to istne szaleństwo. Trudno mi policzyć w ilu
samolotach, pociągach, autobusach i tuktukach dane mi było siedzieć…
ale tak jak na to wskazuje tytuł te historie zapełnią strony innego
wpisu na blogu. Tymczasem chciałam jeszcze powrócić do może i mniej
interesujących wydarzeń wspinaczkowych, bo usytuowanych w realiach
podpekińskich, czyli takich o jakich często jest mi dane tu wspominać.
Od pewnego czasu dość dużą frajdę sprawia mi otwieranie nowych
propozycji wspinaczkowych albo wyszukiwanie takich, o których wszyscy
dawno już zapomnieli. W pewnym stopniu wynika to na pewno z faktu
przejścia przeze mnie zdecydowanej większości dróg w Baihe jak i z
tego, że ograniczanie istniejących linii nie zaistniało jeszcze w
tutejszej kulturze. Poza tym bolty są tu całkowicie za darmo
(zasponsorowane po części przez chiński rząd a po części z prywatnych
wpłat), a wiertarka z zawsze naładowanymi akumulatorami czeka w
umówionym miejscu i, mimo że nie jestem pewna do kogo należy, to nie
trzeba się tłumaczyć z jej używania. Tak wiec ostatnie, spędzone w
Baihe weekendy raczej zaliczyć można bardziej do dni pracy niż
wspinania.
Pierwsza nowa propozycja która zrodziła się już prawie miesiąc temu
znajduje się w sektorze Gebi (na jej południowej ścianie) i mam
nadzieje że będzie to jedna z kilku które tu powstaną, bo skała
zachęca jakością i niedużą odległością od wioski. Choć zawsze trudno
mi wyceniać własne drogi, to tu zalicytuję 5.12a, co ewentualnie
skoryguje się po następnych prowadzeniach. Dla uczczenia awansu w
pracy, który dostałam dokładnie dzień przed pierwszym prowadzeniem,
linia nosi dumną nazwę „Droga Szefa” (Laoban Xian).
Druga z nowości, o której chciałam wspomnieć to już dużo poważniejsza
sprawa. Nie tylko otwarcie jej zajęło dużo więcej czasu ale i pierwsze
przejście było poważnym wyzwaniem. Linia została wypatrzona przez
Torstena Treufelda i to on właśnie zaprosił mnie do wspólnej pracy nad
nią. Wiadomo było od początku, ze droga będzie trudna prowadzi bowiem
bardzo (jak na Baihe) przewieszonym terenem a przewieszone drogi w
granicie prawie zawsze do takich należą. Dodatkową trudnością było
dojście pod ścianę. W przygotowaniu do pracy nad droga potrzeba było
obić leżący poniżej 30 metrowy kawałek połogiego wspinania wyceniony
na 5.10a (nie było w tym mojego wkładu pracy).
Jakby do tego podejść z innej strony, to można by stwierdzić, że
powstała droga dwuwyciągowa ale z pierwszym i drugim wyciągiem
znacznie różniącym się stylem, jakością skały i trudnością. Pierwsze
dwa dni zajęły nam próby znalezienia możliwej drogi do góry. Skała ma
na tym kawałku niesamowitą, niespotykaną nigdzie indziej rzeźbę.
Wygląda to tak, jakby ktoś poprzyklejał wcale niemałe poziome piramidy
do powierzchni ściany. Taka formacja wymuszała podczas wspinania
bardzo dużo dziwnych ustawień ciała i jest to chyba jedyna z linii
jakie znam, która preferuje osoby tęższe, bo te z mniejszym „tyłem”
nie są w stanie wykorzystać restów polegających na klinowaniu się
pomiędzy piramidami.
Kiedy już byliśmy pewni co do tego, ze znaleźliśmy najłatwiejszą,
prostą linię rozwiązującą ten kawałek granitu, to zaczęło się żmudne
wiercenie. Trochę przez brak wystarczającej ilości sprzętu a trochę
przez to że jakość skały była dużo gorsza niż to wyglądało z dołu,
praca zajęła nam całe dwa dni. Temperatura utrzymująca się powyżej 30
stopni zmusiła nas do zmian co kilka wierceń. Po obiciu było jeszcze
gorsze czyszczenie, gdzie Torsten doprowadzał mnie do szału usuwaniem
każdego kawałka skały, który wcześniej wypróbowałam w przystawkach i
uznałam za idealny patent. Tak więc w dól leciały kamienie a droga
ewoluowała do momentu aż uznaliśmy całość za bezpieczną i gotową do
starcia.

Egipcjanin i pologie dojscie do niego widziane z daleka (fot Katarina Rahikainer).


Wróciłam pod drogę dwa weekendy później razem z Katą, która próbowała
na niej swoich sił już tydzień wcześniej razem z Torstenem. Ruchy
wydawały się sporo łatwiejsze niż wcześniej i wszystko dało sie szybko
ładnie poukładać w całość. Droga padła w pierwszej próbie następnego
dnia podczas rozwieszania ekspresów. Nazwalam ja „Egipcjanin”.
Myślę, ze główna trudność tej nowej propozycji to znalezienie
odpowiednich patentów które są bardzo nietypowe. Tak więc mimo, że
sporo musiałam się nad droga namęczyć, to razem z Katą uznałyśmy, że
nie ma pewnie więcej niż 5.13a. W każdym razie, jakby ktoś przebywał w
okolicy, to zapraszam do prób, bo to naprawdę porządny kawałek wspinu
(wschodnia ściana rejonu Beginner).

Zaczęły się wakacje !

Właśnie wtedy, gdy w Polsce wakacyjny sezon wspinaczkowy powoli dobiega końca, ja pakuje plecak i zaczynam urlop. Całe szczęście że w końcu udało mi się wyrwać bo czytanie o cudzych sukcesach czy nawet porażkach wspinaczkowych zaczynało mnie już powoli drażnić.
Tak więc nadaje do Was z lotniska w Pekinie, a dokładniej spod bramki nr 35 czekajac na lot do Changzhi gdzie juz jutro odbyć się mają miedzynarodowe zawody wspinaczkowe „Elite Climbing Competition”. Impreza napewno wymagać bedzie szerszego opisu bo zdecydowanie należy do tych z serii chinskiej groteski. Zawsze dobrze jest bowiem zacząć wakacje od silnie pozytywnego akcentu.
Zaraz po skończonych zawodach zawitam do Tailandii i mimo ze tym razem będzie to tylko tranzyt to w planach jest kilka dni sportowego wspinania na plażach w okolicy miejscowości Krabi. Żeby tego było mało, to nastepnym krokiem w podróży bedzie miejsce całkowicie mi nieznane i jednoczśnie zapisane w podswiadomosci jako magiczne i piekne – Madagaskar. Tu dołącza od mnie chlopaki z Wrocławia (Setek,Murek i Kuba) a głównym celem będą kilkusetmetrowe gramitowe sciany w południowej czesci kraju. Jeżeli czas pozwoli, to zawitamy też na na północ i powspinamy się trochę sportowo. Moim dodatkowym, całkowicie osobistym celem jest zobaczenie biegnącego po ziemi lemura i przespacerowanie się baobabowym lasem.
Nie moge się juz doczekac i nawet nie wiem co mnie w tym wszystkim bardziej kręci: przyroda, ludzie czy wspinanie, a moze wspinanie w otoczeniu niezwykłej przyrody i ludzi.
Postaram sie pisać na bierzaco choć szczerze mówiąc mam nadzieję że nie będę miała na to czasu.